Parę tygodni temu będąc w Madrycie, zostałam poczęstowana pesto pietruszkowym. Żeby było zabawniej poczęstowana przez mamę panny młodej, która przyjechała na ślub z Kazachstanu. Długą drogę przebył ten przepis aby zagościć na moim stole.
Cóż mogę powiedzieć, nie jestem wielkim fanem pietruszki, używam jej do sałatek, do zup i innych dań, ale nigdy jej smak mnie nie porwał. Co innego pesto pietruszkowe. Stanowczo była to miłość od pierwszego kęsa! Miłość wielka i nienasycona. Od tej pory zawsze mam w lodówce porcję mojego ukochanego pesto.
Z czym go najlepiej podawać? Macie milion możliwości. Najprostszy, posmarować nim kromkę chleba. Bo pesto pietruszkowe doskonale zastępuje masło, serek czy inne smarowidło. Można do tej kromki dorzucić pomidor, ser, tofu, czy co tam lubicie. Zniknie z talerza w trymigi. Gwarantuję! Można go dodawać do pasty zamiast tradycyjnego pesto z bazylii, albo do sałatek. Ja go dodałam ostatnio nawet do rizotto. Bo oprócz doskonałego smaku jest to sposób na zjedzenie bomby witaminowej :)
Przepis jest bardzo prosty. Będzie nam potrzebne:
Pęczek natki pietruszki
Ząbek czosnku
Szczypta soli
Pieprz czarny świeżo mielony
Oliwa z oliwek 5-6 łyżek
Parmezan starty na drobnej tarce około 30gr
Garść orzechów włoskich
Przygotowanie:
Odcinamy od pietruszki największe i najgrubsze źdźbła. Wrzucamy do blendera najpierw orzechy. Blendujemy. Następnie dodajemy do nich pietruszkę, czosnek i oliwę i blendujemy. Dodajemy parmezan i dalej blendujemy. Sól i pieprz proponuję dodawać na sam koniec. Jeżeli masa wyszła zbyt gęsta możecie dodać więcej oliwy, ponieważ dużo zależy od tego jakiej wielkości pęczek pietruszki użyliście. Tak że nie bójcie się dodawać więcej oliwy.
Polecam posmarować pesto bułeczki z tego przepisu :)
Follow my blog with Bloglovin
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe jedzenie. Pokaż wszystkie posty
17 czerwca 2015
18 maja 2015
Jak się robi prawdziwy ser?
Zastanawialiście się kiedyś jak powstaje ser który jecie? Zazwyczaj wrzucamy na kanapkę plaster wyrobu seropodobnego, nawet nie mając świadomości, że nas oszukali i sprzedali nie do końca to co można z ręką na sercu nazwać serem.
Foremki potem są dociskane specjalną prasą i tak ściśnięte, czekają do następnego dnia. Dzięki temu odsączona zostaje reszta serwatki i kawałek sera zachowuje kształt i odpowiednią konsystencję.
Wikipedia o serze nam powie:
Ser – produkt spożywczy wytwarzany z mleka poprzez wytrącenie z mleka tłuszczu i białka w postaci skrzepu, który zostaje poddany dalszej obróbce. Istnieje wiele gatunków sera i dzieli się je np. ze względu na gatunek mleka, zawartość tłuszczu, konsystencję, proces produkcyjny i czas dojrzewania. Ser zawiera wiele składników odżywczych. Technologią produkcji serów zajmuje się serowarstwo.
A o wyrobach seropodobnych:
Wyroby seropodobne (ser seropodobny) – produkt spożywczy, substytut sera. Otrzymywany z obróbki mieszaniny mleka z tłuszczem roślinnym, czasami też mlekiem w proszku i skrobią pszenną. Technologia wytwarzania jest podobna do produkcji sera żółtego.
Ze względu na tańsze składniki często jest stosowany w fast foodach i sprzedawany w sklepach za niższą cenę niż ser.
Zasadnicza różnica polega na tym, że ser - ser prawdziwy produkowany jest z mleka i składników związanych z procesem jego dojrzewania (bakterie kwasu mlekowego, podpuszczka). W wyrobach seropodobnych znajdziecie wiele innych ciekawych składników takich jak tłuszcze roślinne, mleko w proszku, soję, i wiele innych wspomagaczy - wypełniaczy, barwników, dzięki którym producent tnie koszty i sprzedaje nam coś co wygląda jak ser ale serem nie jest. Oprócz tego, że ma słowo ser w nazwie, z serem ma niewiele wspólnego.
Chciałam wam dziś pokazać jak powstaje prawdziwy ser, który wytwarzany jest tylko z mleka i bakterii wspomagających fermentację i dojrzewanie. Pewnego marcowego ranka odwiedziłam maleńką serowarnię w Ovin (Asturias, Hiszpania), gdzie każdego dnia niesamowicie zgrany team wytwarza pyszne sery. Tu muszę dodać, że mleko używane do produkcji pochodzi z ekologicznie czystych terenów, jest przywożone do serowarni tuż od krowy i pasteryzowane na miejscu. Szacun! Praca tu zaczyna się o 5 rano i kończy późnym popołudniem. Wiedziałam już wcześniej, że w Ovin pracują fantastyczni ludzie, ale widząc ich przy pracy, byłam pod jeszcze większym wrażeniem tego jak zgrany jest to zespół, jak płynnie przebiega cały proces. Spędziłam z nimi fantastyczny dzień!
Ale, zacznijmy od początku. Dzień w serowarni zaczyna się od przywiezienia świeżego mleka, które jest natychmiast pasteryzowane. Jeżeli w danym dniu będzie produkowany ser w mleka wyłącznie krowiego to do wanny serowarskiej wędruje tylko mleko krowie. Jeżeli ma to być mieszanka mleka krowiego z owczym czy kozim to te rodzaje mleka są w odpowiednich proporcjach mieszane na miejscu.
Następnie do mleka dodawane są bakterie powodujące fermentację i zaczyna się proces mieszania w wyniku którego wydziela się serwatka. Trwa to chwilę, aż do uzyskania drobnych kawałków sera, które wyglądem przypominają serek wiejski znany w Polsce.
Potem z wanny, w której warzony jest ser, zlewa się serwatkę, a powstałe kawałki sera są krojone i pakowane do foremek.
Foremki potem są dociskane specjalną prasą i tak ściśnięte, czekają do następnego dnia. Dzięki temu odsączona zostaje reszta serwatki i kawałek sera zachowuje kształt i odpowiednią konsystencję.
Następnego dnia ser wyjmowany jest z foremek i składany na 12 godzin do roztworu wody z solą. Potem ser wędruje na półki gdzie spędza kolejny dzień odpoczywając. Finalnie sery są składanena drewnianych półkach w komorze dojrzewającej, na około 4-5 tygodni w zależności od rodzaju sera. Tam są co jakiś czas przewracane. Ot i cały proces. Prosty, ale pracochłonny, w Ovin wykonywany w całości ręcznie. Nie ma taśm produkcyjnych, którymi sery wędrują z foremki do pakowaczki, nie ma sztucznych barwników ani wypełniaczy. Z 1000 litrów mleka powstaje w zależności od rodzaju sera od 150 do 200 pięćset gramowych kawałków sera. Po okresie dojrzewania sery są pakowane w woreczki próżniowe (również ręcznie) i dostarczane do sklepów.
24 lutego 2015
Śniadanie, zdrowe dnia rozpoczynanie ;)
Jak zaczynacie dzień? W biegu, pośpiechu czy powoli i spokojnie? Długo się budzicie?
Ja lubię zaczynać dzień powoli. Najpierw wypijam rano szklankę ciepłej wody z cytryną i "dochodzę do siebie" sprawdzając maile i głaszcząc koty. Potem gotuję kaszę jaglaną, kroję banana i dodaję do kaszy wraz z łyżka miodu i siemieniem lnianym. Pyszne! I gorący Rooibos z kardamonem.
Takie oto poranki freelancera :)
Ja lubię zaczynać dzień powoli. Najpierw wypijam rano szklankę ciepłej wody z cytryną i "dochodzę do siebie" sprawdzając maile i głaszcząc koty. Potem gotuję kaszę jaglaną, kroję banana i dodaję do kaszy wraz z łyżka miodu i siemieniem lnianym. Pyszne! I gorący Rooibos z kardamonem.
Takie oto poranki freelancera :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































