Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

21 stycznia 2015

Covadonga - serce Asturii

Covadonga, po asturiańsku Cuadonga - urocza wioska i dolina w Asturii, położona wśród gór Picos de Europa w pobliżu miasta Cangas de Onis.

To właśnie tutaj w Cangas de Onis, zobaczycie  dobrze zachowany romański most nad rzeką Sella na którym wisi krzyż - symbol zwycięstwa króla Pelayo nad Arabami. Według legendy, ten właśnie krzyż towarzyszył królowi Pelayo w bitwie pod Covadongą i do dziś jest symbolem zwycięstwa. Oryginalny, drewniany krzyż obecnie oprawiony w złoto, znajduje się w katedrze w Oviedo. Naukowcy co prawda twierdzą że ten drewniany krzyż pochodzi z trochę późniejszego okresu niż bitwa pod Covadongą, ale co tam naukowcy, legenda brzmi lepiej :)


Covadonga jest bardzo ważnym miejscem w historii Hiszpanii, ze względu na to, że właśnie tu wojsko pod dowództwem legendarnego króla Asturii, Pelayo pokonało armię arabską, co zapoczątkowało rekonkwistę, która trwała ponad 700 lat i zakończyła się w czasach Królów Katolickich wydaleniem arabów z półwyspu Iberyjskiego. Bitwa pod Covadongą jest więc jednym z ważniejszych wydarzeń w historii kraju, ponieważ było to pierwsze zwycięstwo chrześcijan nad arabami.


Z czasem, Covadonga stała się miejscem kultu i pielgrzymek. Obok bazyliki znajduje się jaskinia -  Santa Cueva de Covadonga - w której podczas bitwy schronił się Pelayo i jego wojsko. Obecnie mieści się tam mała kapliczka z wizerunkiem Virgen de Covadonga i grób Pelayo.

Inną atrakcją - są jeziora Covadonga  (Lagos de Covadonga), do których prowadzi dosyć wąska górska droga. W lecie można się tam dostać tylko busem z Covadongi, jesienią, zimą i wiosną można dojechać samochodem. Jeziora i przyroda wokół nich zachowały dziewicze piękno i czystość. Ogólnie, jak i w pozostałej części Asturii przyroda wydaje się tu zupełnie nietknięta przez cywilizację. Jeśli wybierzecie się nad jeziora jesienią lub zimą radzę ubrać się ciepło ponieważ bliskość Picos de Europa sprawia, że jest tam naprawdę zimno i wieje lodowaty wiatr.

Dla tych co lubią bardziej aktywny odpoczynek, w Cangas de Onis mozna wynająć kajaki i spłynąć rzeką Sella aż do morza. Na miejscu jest wiele firm, które zajmują się wynajmem i na miejscu robią szybkie szkolenie a po drodze mają swoje oznaczone punkty, więc jak ktoś nie daję rady to może skończyć spływ wcześniej.

Wracając znad jezior udało nam się złapać piękny zachód słońca z bazyliką w tle.


Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Most w Cangas de Onis
 Bazylika Covadonga
  Bazylika Covadonga
  Bazylika Covadonga
  Bazylika Covadonga
  Bazylika Covadonga
 Droga nad jeziora Covadonga
  Droga nad jeziora Covadonga
  Droga nad jeziora Covadonga
  Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
 Widok na Picos de Europa
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga
   Jeziora Covadonga

   Droga nad jeziora Covadonga
 Droga nad jeziora Covadonga
 Droga nad jeziora Covadonga
 Zachód słońca z bazyliką w tle


30 grudnia 2014

Zima w hiszpańskich górach

Zima w hiszpańskich górach może być śnieżna i zimna, ale to wszystko rekompensuje piękno krajobrazu.
Jak by inaczej! W górach przecież jest pięknie przez cały rok!

W tym roku prawie do końca listopada, śniegu praktycznie nie było. W Picos de Europa oczywiście był, ale w niższych partiach gór nadal królowały zielono-żółto-czerwone barwy jesieni.

Tym razem wybraliśmy trasę w jedną stronę. Podjechaliśmy najpierw na koniec trasy i zostawiliśmy tam jeden samochód a następnie wszyscy zapakowani do jednego auta zajechaliśmy na początek naszej ścieżki.

Wyruszyliśmy na podbój Pico Hibeo. W sumie długość całej trasy to 9km, przy wejsciu pod górę pokonaliśmy wysokość 500mt n.p.m. a przy zejściu na dół 700mt. Wyszło tak ponieważ startowaliśmy z wyższego poziomu.

Sama trasa bardzo mi się spodobała, po drodze masa pięknych widoków, pasą się koniki, kózki i krówki, jak to zazwyczaj w Asturii. Oczywiście nie obeszło się bez małego deszczu. Na początku drogi mieliśmy dosyć fajną pogodę, co prawda bez słońca ale za to pochmurno i niezbyt zimno. Na szczycie zrobiło się okropnie zimno i jak zaczęliśmy schodzić na dół przywitał nas lekki deszczyk i mgła. Na szczęście po kilkunastu metrach mieliśmy znów fajną pogodę, a na dole już całkiem błękitne niebo i słoneczko.

Oto nasz trasa:



















Takie kwiatki!



Kózki i krówki pasą się zdrowo :D


Wspinaczka na szczyt, uffff  idę przecież!



Na szczycie ziiiiimno, ale widoki rekompensują cierpienie :D


Taaaakie widoki!










Tutaj trochę zboczyliśmy z trasy i trzeba było przedzierać się przez chaszcze, auć!






 I takie piękne błękitne niebo na dole!



A to jest typowa asturyjska wieś, siedzi sobie babcia przed domem i obiera fasolkę na słynną fabadę :D